Lotnik napisał(a):
Mam pytanie do Tomka jaka jest właścieie prawda na temat złoceń na rzeźbach jakie zdobią okrety . Mnie też sie wydaje że złoceń aż takich nie było . Tomek jako że, intresuje się historią szkutnictwa a modele są jakby efektem ubocznym jego zaintresowań to mam nadzieję wyjasni tę kwestię w sposób jak najbardziej zbliżoną do faktów historyczych.
Odpowiedz moja bedzie - "to zalezy!".
Generalna zasada byla taka, ze w owych czasach (XVII-XIX w) zaglowe okrety wojenne dzielily sie na dwie zasadnicze grupy. Pierwsza - okrety przeznaczone "do czarnej roboty", tzn. okrety glownej sily uderzeniowej floty, czyli dwupokladowce 70-90 dzialowe (w dzisiejszych czasach role ta pelnia chyba krazowniki) i pomniejsze jednostki pomocnicze, nieliniowe, o mniejsze sile ognia.
Druga, znacznie mniejsza grupe stanowily olbrzymy, jak np. ow angielski "Sovereign of the Seas", francuskie "Le Soleil Royal" czy "Royal Louis", hiszpanski "Santisima Trinidad" i, do pewnego stopnia starszy i mniejszy szwedzki "Wasa" (czy jak kto woli "Vasa").
Okrety tej drugiej grupy pelnily role wspolczesnych (do II wojny sw) pancernikow, czyli byly to jednostki o potwornej sile ognia i gigantycznych wagomiarach, czesto 100 czy nawet 120 i wiecej dzialach kalibru do 36 funtow, na ktorych kwatery mieli admiralowie, a czasami tez i sami monarchowie dowodzacy bitwami.
Czesto okrety te byly budowane na osobiste polecenie danego monarchy, a co za tym idzie, z jego "kasy". Praktycznie oznacza to, ze pula pieniedzy przeznaczona na budowe danego okretu, bywala nieograniczona (a przynajmniej bardzo duza). Nie szczedzono przeto wszelakich dekoracji tak, aby potem taki okret przygniatal przeciwnika samym przepychem (nie mowiac juz o sile ognia). Nie szczedzono tez drogich zlocen, czy jeszcze drozszych farb (np. francuski "Le Soleil Royal" byl obficie malowany niebieska farba (krolewska barwa Ludwika XVI) otrzymywana wowczas z naturalnego mineralu lapis lazuli, importowanego za bajonskie sumy z tropikow). W owych czasach lapis lazuli byl drozszy od zlota!!!
Angielski monarcha Karol I prawie zbankrutowal finanse W. Brytanii, przeznaczajac bajonskie sumy na dekoracje swego (najwiekszego wowczas na swiecie) liniowca "Sovereing of the Seas" (pierwszy trojpokladowiec o 100 dzialach)
Szwedzki krol Karol Gustaw postepowal podobnie ze swoim nieco mniejszym od SoS ,"Wasa", montujac na kadlubie m.in. rozliczne zlocone i malowane innymi drogimi farbami figury polskich magnatow w upokorzonych pozach przed potega szwedzkiego monarchy (okret ten byl specjalnie budowany na kampanie polska i tylko dzieki uporowi Karola (ktory zamierzal ow holenderski [plaski] kadlub przeladowac artyleria ciezkiego kalibru, mozemy dziekowac przeznaczeniu, ze "Wasa" zatonal przy wyjsciu ze sztokholmskiego portu, bo kto wie, jaki bylby final bitwy pod Oliwa w przeciwnym wypadku).
Jednoczesnie, nie zwracano wiekszej uwagi na wlasciwosci zeglowne tych, jak je nazywano - plywajacych stogow siana, powolnych i niezwrotnych ciezkich potworow. Juz bowiem sam ich wyglad mial przyprawic o strach i zwatpienie u przeciwnika.
Koniec XVIII i poczatek XIX wieku przyniosly zmiany - ograniczono fantastycznie drogie zdobienia, a skoncentrowano sie na efektywnosci okretu, tj. jego wlasciwosciom zeglarskim i sile ognia - w sumie bowiem to sa cele dla ktorych budowano te drewniane giganty. Stad, na takich okretach dekoracje pojawiaja sie juz tylko na dziobie (figura dziobowa) i rufie. Potem i to zaniknelo z czasem.
Natomiast glowna sila uderzeniowa kazdej z flot - dwupokladowce trzeciej rangi (czasem tez i drugiej), tj. 70-90 dzialowe, przewaznie nie byly budowane bezposrednio przez monarche, stad i koszt ich, sila rzeczy, musial byc nizszy.
Obfite zlocenia nie mniej rzesistych rzezb, zastepowano tu tanszymi farbami - np. we flocie francuskiej do tego celu uzywano farby zoltej. Dekoracji w postaci rzezb bylo tez znacznie mniej, uzywano tanszych i latwiej dostepnych farb, czesto farby brazowej czy czerwonej do wnetrza burt (przypominajacej dzisiejsza polska minie).
Za to zwracano coraz wieksza uwage na ksztalty i oplywowosc kaduba, jego wlasciwosci manewrowe, szybkosc i zwrotnosc jednostki (szczegolnie we flocie francuskiej).
Czesto bywalo tak, ze nowy kapitan, czy dowodca okretu, musial z wlasnej kieszeni udekorowac swoj okret. Obfitosc tych dekoracji zalezala wiec od "pekatosci" jego portfela i pragnienia podkreslenia w taki sposob waznosci jego osoby.
W podsumowaniu mozna stwierdzic, ze duzo dzisiejszych modelarzy szkutniczych, budujacych redukcyjne modele historycznych zaglowcow wojennych, przesadza w zbyt gestych zloceniach u swych modeli, podczas gdy historyczna praktyka opierala sie przede wszystkim na mozliwosciach finansowych budujacego dany okret i byla znacznie bardziej prozaiczna.
Wyjatkiem sa te, jak wspomnialem, nieliczne ogromne plywajace "stogi siana", budowane przez samych monarchow, dla ktorych okrety te stanowily bezposredni wykladnik ich potegi militarnej, a takze i finansowej.
Tamte, przypominaly przeladowane swiecidelkami choinki bozonarodzeniowe.
Swego czasu byla cala seria arcyciekawych artykulow na ten konkretnie temat w polskim periodyku "Morza, Statki i Okrety", szczegolnie autorstwa pana Krzysztofa Gerlacha. Zainteresowanych tematem goraco odsylam do tego magazynu.
Tu, z powodu ograniczenia tego medium, nakreslilem odpowiedz tylko w najwiekszym skrocie.